Dlaczego wyścigi psów to okrutny „sport”?

Zgodnie z dobrze ogólnie znanym powiedzeniem pies jest najlepszym przyjacielem człowieka. Jednak czy zawsze człowiek jest prawdziwym przyjacielem psa? Wiele ludzkich zachowań zdaje się temu przeczyć. Do nich można zaliczyć m.in. wyścigi psów. Jest wiele powodów, by tak uważać.

Wyścigi psów a „gorączka złota”

Ich początek wydaje się być dość niewinny, a sięga czasów „gorączki złota”. Głównym jej ośrodkiem była miejscowość Nome, położona na Alasce nad Morzem Beringa. Eksploatorom drogocennego kruszcu pomagały na co dzień psy, które wykorzystywano przy przewozie towarów. Któryś z poszukiwaczy wpadł kiedyś na pomysł, aby psie zaprzęgi zaczęły się ze sobą ścigać. W rezultacie doprowadziło to do powstania pierwszego klubu i przeprowadzenia premierowych wyścigów psich zaprzęgów w 1908 roku.

Psie zaprzęgi na ratunek ludziom

W praktyczny sposób psie zaprzęgi sprawdziły się tam w styczniu 1925 roku, kiedy w Nome zapanowała epidemia dyfterytu. Aby uratować mieszkańców, należało sprowadzić szczepionkę z Nenana – miasta odległego o ponad tysiąc kilometrów. Ze względu na złą pogodę, uniemożliwiającą użycie samolotu, odległość tę musiały pokonać psie zaprzęgi, które drogę obliczoną na 13 dni przebyły w pięć i pół dnia, stając się dla Amerykanów bohaterami. Liderowi ostatniego zaprzęgu – psu Balto – postawiono pomnik. Od 1973 roku na Alasce przeprowadzany jest jeden z najbardziej prestiżowych i najbardziej trudnych psich zaprzęgów Iditarod Trail Sled Dog Race, mający w zamierzeniu upamiętniać wydarzenia sprzed lat. Od tego czasu powstał jednak cały przemysł psich wyścigów. Istnieje wiele organizacji, skupiających maszerów z 4 kontynentów. Najwięcej ich pochodzi z Ameryki Północnej i Europy. Utworzono też International Federation of Sleddog Sports – związek mający ujednolicić prowadzenie sportu zaprzęgowego, organizujący Mistrzostwa Świata, które odbywają się co dwa lata od 1995 roku.

Miłośnicy gier hazardowych całego świata upodobali sobie wyścigów chartów. Ku swojej uciesze obstawiają ich gonitwy. Jednak jest to okrutny biznes, który pociąga z sobą cierpienia ogromne zwierząt oraz nierzadko śmierć psów, biorących udział w zmaganiach. Przemysł psich wyścigów traktuje je jak maszyny. Zwierzęta zwykle kilka minut spędzają na torze, a aż do 23 godzin w zamkniętym boksie lub budzie. A przecież można uprawiać hazard, który nie powoduje cierpienia żadnej istoty.

Ludzie psom zgotowali ten los

Do prowadzenia toru wyścigowego potrzeba przeciętnie od 500 do 1000 psów, które zaczynają ścigać się w wieku 18 miesięcy, a wiele z nich nie osiąga wieku emerytalnego: 4-5 lat. Podczas wyścigów zwierzęta doznają wielu urazów głowy, złamań nóg czy pleców, w wyniku czego nierzadko dochodzi do eutanazji. Wskazują na to wiarygodne dane, uzyskane podczas prowadzonych badań. Często w celu poprawienia wydajności na torze chartom podaje się narkotyki, a samicom sterydy, zapobiegające przegrzaniu. Niejednokrotnie zwierzęta giną podczas transportu – często przewozi się po 50 osobników w 1 ciężarówce.

A co dzieje się z tymi zwierzętami, które nie wygrywają? Niektóre oddawane są do adopcji, los większości jednak nie jest znany. Dwa lata temu do sieci trafił wstrząsający raport, przygotowany w Nowej Zelandii. Wynika z niego, że w ciągu 4 lat uśpiono tam 1440 psów, startujących w wyścigach. 53 psy, uznane za niezdolne do zamieszkania w nowym domu, straciły życie z rąk człowieka do 5 dni po zakończeniu ich „kariery” na torze. Niektóre zwierzęta trafiają do banków krwi, gdzie żyją w obskurnych warunkach, a ich krew jest pobierana i sprzedawana.

Światełko w tunelu

Czy taki los można zgotować wiernemu przyjacielowi? Na szczęście pojawia się coraz więcej głosów ze strony osób przeciwnych przemysłowi psich wyścigów. Szczególnie młodzi ludzie tracą zainteresowanie tym okrutnym “sportem”. Wprowadza się ustawy, zakazujące organizowania wyścigów. A dla żądnych emocji związanych z hazardem jest wiele dyscyplin, nie powodujących cierpienia zwierząt.